top of page

Anioły i ludzie

Z katastrofy zrodzony anioł nienawiści 

swoim skrzydłem zdradliwym zaklętym i czarnym 

chce wymazać wszelkie ślady poczciwości

bo słabe są, mizerne i niegodne tego

co stanąć chce na czele krucjaty pachołków

w obronie cmentarzyska przed inwazją ofiar

stojąc murem. A gdy rozlegnie się hymn boży

to jeden z nich uderzy halabardą straszną

w tchórzliwym podnieceniu w wizerunek własny

by anioła bez zmazy i z sercem na wierzchu

unicestwić na zawsze.

Ten co z niebios upadł za pychę wygnany

zaczernił się na dobre, w zęby i pazury

uzbroił, w swej potędze opływa bezkarnie.

Ci co wygnani z raju za grzech świadomości

ziemię orzą i rodzą w bólu i radości;

ich owoce nie-wieczne - słodkie, gorzkie, mądre -

czy dociekają świtu w ślepocie i trwodze 

czy je mrok pochłonie

na dobre?


Czy miłość już jest słowem całkiem wyświechtanym

jak okładka Playboya sprzedanym, zużytym?

Czy jest jeszcze nadzieja, że odżyje w kształcie

rubensowskiej madonny w sonecie Petrarki?

Może jednak zakwitnie pękiem bzu słodkiego,

orchideą księżyca, słoneczną begonią

w ogrodzie trójcy ludzkiej matki - ojca - dziecka,

którzy dzielą się chlebem z nieznanym przybyszem.

half angel - 1_edited.jpg

Relikwia

Na aksamitnej purpurowej poduszce

leży guzik Szymborskiej

wygląda całkiem zwyczajnie,

ot, taki beżowy, z brunatnymi kropkami

ma cztery dziurki

jest sporawy, pewnie jest od płaszcza,

a może od garsonki

takiej, jakie były modne w latach sześćdziesiątych. 

 

Ten guzik nie jest nowy

musi mieć niebylejaką historię,

wzniosłą lub patetyczną,

a teraz z perspektywy czasu 

nasyconą znaczeniem,

którego nie było przedtem widać

i promieniującą blaskiem,

w którym postać dawniej niezauważana,

niedoceniona czy kwestionowana

odżywa w pełnej glorii.

 

Ten blask emanuje z guzika;

jest on jakby otoczony patyną czasu

i spowity mgłą tajemniczości,

która wciąga widza w krąg zachwytu,

wspaniałości i sławy.

 

Widzów nie brakuje,

odstawszy cierpliwie czekanie w długiej kolejce

stoją oniemieli w zachwycie i podziwie:

ten mały przedmiot, niby nieznaczący

jest przecież wcieleniem wielkości i piękna, 

które przez obcowanie z nim stają się ich udziałem.

 

W pełni nasyceni wracają do domu

z zadowoleniem i z ulgą —

uzyskali to co chcieli

i nie będą musieli ślęczeć 

nad tysiącami czarnych znaczków

uporządkowanych w rzędy i strofy

na niezliczonych kartkach papieru

i męczyć sobie oczu

ich żmudnym odszyfrowaniem.

Lenin wiecznie żywy patrzy na współczesność

Lenin otwiera zabalsamowane oczy,

rozgląda się dookoła  

i z mina zdziwioną 

głośno wola:

Nadieżdo, droga żono

zobacz sama co zrobiono

z naszym wspaniałym projektem 

z naszą wizją natchnioną

równości i dobrobytu

jak ją załajdaczono.

  

Wspaniale planowaliśmy

i tak dobrze zaczęliśmy

budować pałace dla proletariatu

na grobach carów zgładzonych.

Ja zawsze miałem sen lekki,

bo zabijałem tylko na setki, 

no może tysiące, 

ale zawsze mając na myśli 

by pokój na ziemi mógł się wreszcie ziścić,

ale potomstwo co się z nas zrodziło 

wnet się zamieniło 

w potwory nienawiści, 

które mordowały miliony.

 

Każdemu według potrzeb być miało

a tu, patrz,

wszystkim za mało - 

tym za mało chleba

tamtym mercedesów, ekscesów 

i jachtów dalekomorskich,

nawet pałac za mały,

a wszystkim nie dość

gorzały.

 

A gdzie ten nowy człowiek

komunalny

światły, dzielny i muskularny

ze świadomością misji dziejowej

miał zawieść ja do Afryki

i dać Ameryce kształt nowy,

a tu zamiast tego

jeden okrada drugiego

szarpie się beznadziejnie,

niszczy tych co myślą odmiennie 

a wszystko wykupują Chińczycy.

 

Miała być nowa kultura,

obyczaje i sztuka,

pieśń na wszystkich ustach

i powszechna nauka,

a dzieci w czerwonych chustach 

wyśpiewywać miały

zgodnym głosem ludu wieczną chwałę.

Zamiast tego od rana do rana

wszyscy pędzą po ekranach

wiedza nie liczy się wcale 

i ginie w nawale

ćwierkania.

 

Nowi potentaci i wodzowie

inne sprawy maja na głowie

niż dobro narodu 

czy zmianę świata na lepsze 

są jak wielkie pozłacane wieprze 

każdy przy korycie

myśli o swoim dobrobycie, 

a jak się już nachapie

to przychodzi następny 

i żre jeszcze więcej.

 

Każdy chce im dorównać 

na swoim podwórku

i gumnie,

by zanim znajdzie się w trumnie

dorwać się do pieniędzy, 

by więcej więcej więcej

posiąść

i nagromadzić

co komu się przyśni

na teraz i na zaś

i żeby za dużo nie myśleć.

 

Tak widzimy sami

co się stało

w międzyczasie

z naszymi pięknymi ideami.

Wszystko się połamało i zapomniało

ukryć tego już nie da się

 

I teraz

ziemia ciężko zdyszana

zabrudzona, skrwawiona i zmaltretowana

rzuca się w drgawkach

i powoli umiera.

Z motyką na słońce

Kiedy znowu przyjdą dni letnie, gorące

będzie można się porwać z motyką na słońce.

Jesienią jest za późno, bo jak puch na wietrze

miotany razem z liśćmi spadłymi

lecisz i nikt nie wie czy znajdziesz gdzieś jeszcze

ciepło, które odeszło z dzionkami letnimi.

 

Gdy człowiek z dojmującym wichrem się boryka

na nic mu się nie zda na słońce motyka.

 

A co dopiero zimą, kiedy śnieg zagości

i mróz skuje ogrody swym twardym uchwytem

nie znajdziesz nigdzie ujścia dla swej złości

nie będzie śladu słońca bo chmurami skryte.

 

Zamiast pulchnej ziemi teraz gruda zbita 

i twoja motyka na nic się nie przyda. 

 

Lecz wiosna w końcu przyjdzie, a wraz z nią nadzieja,

że słońce będzie bliżej, większe, i że już niebawem 

będzie wreszcie okazja, aby je znienacka

dopaść i walnąć mocno w porywie zuchwałym.

 

Lecz na nic się zdały ataki zacięte:

bo motyka złamana, a słońce nietknięte!  

bottom of page