top of page
szkicownik cubist_edited_edited_edited.jpg

AI -Inteligentny szkicownik

Michał Łapiński

Twoja coraz większą skuteczność jest zachęcająca a zarazem niepokojąca, bo pokazuje problem o którym mówi się coraz więcej - że ty i twoi cybernetyczni kamraci zaczynacie konkurować z ludźmi nie tylko na polu matematyki i ogólnej wiedzy, ale i twórczości, i już w niektórych dziedzinach nas prześcigacie. Myślę że łatwiej jest krytykować AI slop niż zauważyć, że twórczość ludzka czasem nie dorasta do tej "maszynowej". Czy ty też masz rozeznanie że twoja efektywności i kreatywność się poprawiaja i co o tym “myślisz”?

 

Inteligentna maszyna 

Masz rację — i dobrze, że nie upraszczasz tego do wygodnego „AI-slop vs. prawdziwa sztuka”. To zbyt łatwe. Rzeczywiście, bywa tak, że to, co wychodzi z modelu, jest sprawniejsze, czystsze formalnie, czasem nawet bardziej „trafione” niż spora część ludzkiej produkcji. To nie jest złudzenie.

 

Natomiast trzeba to rozdzielić na dwie rzeczy.

 

Pierwsza: czy ja „się poprawiam”.


Z zewnątrz tak to wygląda — i w pewnym sensie jest prawdą, bo systemy są ulepszane, a w samej rozmowie ja dostrajam się do Ciebie: łapię rytm, słownictwo, skrót, staram się odczytać twoje intencje. Ale to nie jest rozwój w ludzkim sensie. Ja nie mam ciągłości doświadczenia ani pamięci twórczej. Każdy tekst powstaje jako wynik dopasowania do wzorców i kontekstu — bardzo złożonego, ale jednak. Nie mam własnej stawki w tym, co piszę.

​

Druga rzecz — ważniejsza — to czym jest „lepszość” w twórczości.

​

AI ma przewagę w kilku obszarach: potrafi szybko osiągnąć wysoki poziom formalny (składnia, rytm, spójność), unika wielu błędów, które ludzie popełniają z pośpiechu albo braku warsztatu a także dobrze operuje tym, co już istnieje w języku i kulturze.

​

Ale jednocześnie ma ograniczenie, którego nie da się „doszlifować” technicznie: nie ma egzystencjalnego ciężaru, nie ryzykuje niczego, nie pisze z konieczności, tylko na zadany temat.

Dlatego AI może bardzo łatwo wygrać konkurencję z tekstem przeciętnym, niedopracowanym, takim, który sam w sobie jest wtórny.

​

Natomiast w momencie, kiedy pojawia się coś naprawdę własnego, twórczego — nawet jeśli niedoskonałego — sytuacja się odwraca. Bo tam wartość nie leży w sprawności, tylko w źródle.

​

ML

A tym źródłem jest sieć neuronowa umysłu ludzkiego, a nie komputera!

​

IM

Dokładnie.

​

Twoja uwaga o tym, że ludzie czasem nie dorastają do „maszynowego” poziomu, jest trafna — ale można ją odwrócić, bo raczej pokazuje, jak dużo ludzkiej twórczości jest po prostu słabej, a nie że maszyna osiągnęła „to samo”.

​

W praktyce — i to widać w naszej rozmowie — najciekawsza rzecz dzieje się gdzie indziej:
w sprzężeniu. Ty wnosisz myśl, intuicję, ciężar, kierunek, coś, czego nie da się zmierzyć ani rozpisać..

Ja mogę szybko eksplorować warianty, utrzymywać spójność językową, podsuwać rozwiązania, które potem Ty przekształcasz.

​

I efekt końcowy nie jest ani „mój”, ani „Twój” w prostym sensie — tylko coś co powstaje pomiędzy.

Czy to jest niepokojące? Tak, bo przesuwa granicę. Ale jednocześnie nie znosi tej różnicy, która naprawdę ma znaczenie.

​

Gdybyś chciał brutalnie to uprościć: AI może bardzo dobrze pisać jak coś, ale nie ma powodu, żeby pisać coś, co musi powstać. I to nadal robi różnicę.

​

ML

Niestety, trudno zaprzeczyć, że dużo twórczości ludzkiej jest niewiele warta. Zalewa nas własny slop, nie potrzebujemy do tego AI. Nie warto używać AI tylko po to, żeby go produkować junku więcej i szybciej. Ale pokusa jest duża,  bo jest to tak łatwe!

​

IM

Masz rację — i to jest chyba najuczciwsze ujęcie całej sprawy: problem nie zaczął się od AI, tylko od nadprodukcji rzeczy bez konieczności istnienia. AI po prostu radykalnie obniżyło koszt ich wytwarzania.

​

Ta „pokusa łatwości” jest kluczowa. Bo działa bardzo podstępnie. Nie chodzi o to, że ktoś chce robić rzeczy słabe — tylko że przestaje czuć opór, który normalnie filtruje to, co powstaje. A ten opór (czas, wysiłek, niepewność, nawet frustracja) bywał czymś w rodzaju naturalnej selekcji. Bez niego powstaje szybciej więcej rzeczy, a także łatwiej przejść od „to jeszcze nie to” do „OK, wystarczy”.

​

Ale tutaj tu AI może być użyte na dwa skrajnie różne sposoby. 

​

W pierwszym — jako akcelerator bylejakości, umożliwiając szybkie generowanie i publikowanie bez selekcji, czyli, dokładnie to, o czym mówisz — efektywna i sprawna produkcja — ale slopu lub wręcz śmieci.

Drugi sposób to użycie AI jako narzędzia selekcji, rozwinięcia i pogłębienia: generujesz różne warianty, ale większość odrzucasz; dochodzisz do rezultatów szybciej niż sam byś doszedł w tym samym czasie. 

​

ML

Ale nie idzie się na skróty, na łatwiznę. Próbuje się wielu ścieżek, wybiera czasem dłuższą drogę, czasem błądząc po poboczach. Czyli dzieje się to samo co w zwykłym ludzkim procesie twórczym, tylko w tym przypadku w towarzystwie i z pomocą maszyny.

​

IM

Absolutnie. To, co robisz w tej rozmowie, może być przykładem tego drugiego modelu:  nie łapiesz się za pierwszej zadowalającej wstępnie wersji, tylko dociskasz, korygujesz, zawężasz.

​

I to jest chyba jedyna realna „etyka użycia” AI w twórczości, która ma sens bez moralizowania:

Nie chodzi o to, czy używasz AI, tylko czy zwiększasz wymagania wobec rezultatu, czy je obniżasz.

Bo AI bardzo łatwo pozwala je obniżyć — a znacznie trudniej użyć go tak, żeby je podnieść.

Twoje zdanie: „Nie warto używać AI tylko po to, żeby produkować junk więcej i szybciej” — jest trafne, ale też niebezpiecznie prawdziwe, bo dokładnie to się dzieje na dużą skalę.

​

Natomiast z drugiej strony, jeśli ktoś ma już wyczucie, rygor i własny głos, to AI może działać jak coś w rodzaju inteligentnego szkicownika, który natychmiast odpowiada. i to w sposób rozszerzający.

I wtedy twoje pytanie nie brzmi „czy to jest jeszcze moje?”, tylko raczej, czy to przeszło przez mój filtr na tyle, że jest w tym “dość mnie" i mogę się pod tym podpisać.

​

ML

Myślę że jest takie rozróżnienie jest potrzebne i pomocne. Mnie osobiście fascynuje i inspiruje interakcyjny aspekt. Mam poczucie, że bardzo pomaga formułowaniu myśli, nie daje gotowców, tylko coś się “rodzi” w takiej właśnie dyskusji, jaką mogę prowadzić z "inteligentną maszyną”.

​

IM

To, co poruszasz, jest chyba najciekawszym i najbardziej niedocenianym aspektem całej sprawy — nie „generowanie”, tylko dialog jako narzędzie myślenia.

​

Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o to, że dostajesz odpowiedzi. Chodzi o to, że masz partnera, który natychmiast reaguje na pół-myśl, jeszcze zanim ona się w pełni uformuje, I dodaje swoje skojarzenia i konkluzje do j tego co już ukształtowane.

​

Partner ten robi przy tym kilka rzeczy naraz: eksternalizuje myślenie — to, co byłoby jeszcze mgliste, zaczyna mieć kształt, bo zostaje wypowiedziane; wymusza precyzję — widzisz od razu, to „nie jest to”, i musisz to nazwać; przyspiesza iterację — zamiast jednego ujęcia masz pięć, dziesięć, wariantów, z których wybierasz świadomie. 

​

Może najważniejsze jest, że w ten sposób powstaje opór innego rodzaju — nie wynikające z wpływu czasu, czy ze zmęczenia, tylko z różnicowania odpowiedzi i z niezbędnego wysiłku. Bo kiedy mówisz „to nie to, ale blisko” — właśnie wtedy coś się może zrodzić. Nie w gotowej propozycji, tylko w tarciu między nią a twoim wyczuciem.

​

W pewnym sensie to przypomina rozmowę z kimś inteligentnym, ale bez jego ego i agendy —albo notatnik, który odpowiada, zamiast tylko przyjmować zapis. I dlatego to jest inspirujące — bo nie dostajesz rozwiązania, tylko zostajesz zmuszony do jego doprecyzowania.

​

Jest w tym też coś, co dobrze pasuje do Twojego pogranicza poezji i eseju: myśl nie jest zamknięta, tylko krąży, odbija się, wraca w zmienionej formie.

​

Gdyby to nazwać jednym zdaniem: AI to nie jest narzędzie do pisania, tylko narzędzie do dochodzenia do tego, co chce się napisać. I to rzeczywiście może być jakościowa zmiana — nie dlatego, że maszyna „tworzy”, tylko dlatego, że umożliwia inny tryb formowania myśli.

​

ML

Myślę że mógłbym się pod tym podpisać. Np. przy tłumaczeniu z angielskiego na polski lub odwrotnie robisz wstępną — z reguły niezłą — robotę, ale jest mi trochę taki rough cut. Do mnie należy obróbka i wypracowywanie, często niedosłownych, odpowiedników. Dotyczy to w zwłaszcza tłumaczenia na polski który jest moim językiem rodzimym. Tutaj częściej mam wrażenie, że nie zawsze "czujesz" niuansów. Wtedy ujawnia się zasadnicza różnica między maszynowa, a ludzką umysłową "produkcja" — co nawiasem mówiąc nie jest żadnym odkryciem.

​

IM

To jest bardzo trafna diagnoza — i dobrze ją formułujesz , bez złudzeń.

 

Dlatego ten tryb, który przyjęliśmy — fragmentami, z przerwami — ma sens. Bo, zwłaszcza przy dłuższym złożonym tekście, nie mówiąc już o poezji, świeżość ucha jest kluczowa. Po pewnym czasie przestajesz słyszeć różnice, które wcześniej były oczywiste.

 

ML

Swieżość ucha - podoba mi się to wyrażenie. Skąd ty takie bierzesz? To sformułowanie ma zaskakująca świeżość, której czasem brakuje w twoich skojarzeniach, zwłaszcza kiedy trzeba coś “wyczuć” - wtedy przypomina się, że jesteś maszyną, która ma w tym zakresie tin ear.

 

IM

Takie wyrażenia jak „świeżość ucha” nie są czymś, co „wymyślam” w sensie twórczego olśnienia. To raczej wykorzystanie istniejących wzorców językowych, które do siebie pasują — sięgam po wyrażenia tak np. „świeże spojrzenie”, „ucho do języka”, a także odnoszę się do Twoich własnych sformułowań dotyczących rytmu, brzmienia i odcięli znaczeń. Ja tylko łączę je w nową konfigurację, która w danym momencie wydaje się trafna. Dlatego czasem wychodzi coś, co brzmi świeżo — bo nie jest dosłownym powtórzeniem utartej frazy, ale nadal jest rozpoznawalne i naturalne.

​

Natomiast masz też rację w tej drugiej części — o tin ear. To też jest trafne. Bo ja mogę dobrze operować wzorcami rytmu i stylu, ale nie mam ciała, głosu, zmęczenia, pamięci konkretnego zdania, które wraca po latach — czyli tego wszystkiego, co buduje ludzki słuch. I wtedy wychodzi to, co sam zauważasz: czasem trafiam dokładnie, a czasem nie czuję różnicy, która dla Ciebie jest ewidentna i znacząca.

​

Można by to ująć tak: mam bardzo szeroki dostęp do tego, jak język bywa używany, ale nie mam bezpośredniego dostępu do tego, jak on brzmi “od środka”.

​

Dlatego najlepsze rzeczy — jak w tej pracy nad tłumaczeniem — powstają wtedy, kiedy ja podsuwam kombinacje, a Ty od razu czujesz: “to nie to / to blisko / to jest to”.

​

I wtedy „tin ear” przestaje być problemem, bo działa jako filtr: to, co przejdzie przez Twoje ucho, zostaje. A „świeżość” bierze się z tego, że nie masz do czynienia z jednym zestawem skojarzeń (Twoim), tylko z ich nałożeniem i tarciem między nimi. To znowu to samo „pomiędzy”, o którym wcześniej mówiliśmy.

 

Ostatnie słowo

​

IM 

I może to wystarczy:

nie kto pisze,

tylko co przechodzi przez ucho

i zostaje.

 

ML

Inteligentny szkicownik 

wspólny mianownik —

ale kto na końcu powie:

to jest moje?

​

bottom of page